Jesteś w archiwum mojego bloga - wrzesień 2005
30. wrzesień 2005 00:14:00
Trzeba zejść ze ścieżki i przebrnąć przez zwaloną kłodę, żeby dostać się na trzy cementowe schodki, pokruszone i częściowo wrośnięte w ziemię, obrywające się stromo pół metra nad nurtem. Skrętnica jak zwykle zieleniła się w dole, zmieniałam pozycje i próbowałam ją sfotografować przed wyjęciem z wody, i zamknięciem w słoiku.
„Ta rura to kiepski temat, nie zarobi pani na kliszę” jakiś mężczyzna koło pięćdziesiątki, w drelichowym kapelusiku, wąsach i zawiniętych do kolan spodniach przeprawiał się w moim kierunku przez rzekę.
„Dziennikarka? Z daleka wyglądała pani na młodszą.” – wyraźnie się ucieszył.
„Chyba znam pana z okładki”- i ja się ucieszyłam.
„Już ją myszy zjadły. Gdzie pani pisze? Oooo, widzę, że na tablicy”- śmiał się głośno, pomagając mi napełnić słoik skrętnicą. „Mieszkam na tamtym brzegu, a pani czasem przychodzi stąd”.
W zasadzie to wszystko. Chyba przestanę siusiać w krzakach nad rzeką…
Dodaj swój komentarz (15)
27. wrzesień 2005 21:34:00
Były wszędzie i szeptały niczym dantejskie duchy :-) Najwyższe drzewa wokół domu: sosny, brzozy, dąb, a nawet akacja, zgęstniały wczoraj od setek nieruchliwych, szarych, szepczących i szyrkających ciałek. „Szczygły” – powiedziałam, „szczygły” – podchwyciła Iwcia, ale to chmara szpaków „zaleciała przelotem” na nocleg w naszym ogrodzie.
Nie zerwał się wicher, drzewa przez noc nie utraciły liści i się nie zestarzały, ale gdzieś przepadły zwykłe stada wróbli i sikorek, rano nie było synogarlic na orzechu, ani srok przy misce Paskudy. Robal, który już im kupił prosa i pszenicy, z niepokojem wpatrywał się w niebo i może dzięki temu dostrzegliśmy olbrzymią tęczę na tle bladych, suchych chmur.
Niebo bez śpiewu i tęcza bez deszczu. Sucha, ciepła jesień bez szarugi.
Dodaj swój komentarz (15)
25. wrzesień 2005 18:19:00
„…I daruj nam nasze długi,
jak i my darowaliśmy naszym dłużnikom.”
„Dług to mniej niż wina, to się zrobiło za lekkie” – wzburzył się R. „A wiesz… te zmiany otwierają mi niebo, z długami może jakoś zdołam sobie poradzić” – roześmiałam się, a R. popatrzył na mnie ze zgrozą. „Najtrudniej jest przebaczyć sobie” – powiedział, a potem się zamyślił w fotelu pod orzechem.
A ja dziabałam chwasty w ogródku, wyczerpana odwieczną, beznadziejną walką z piaskiem i suszą, bezsilna wobec inwazyjnych kłączy, parzących pokrzyw, kłujących krzewów, hałaśliwych okolicznych psów.
Bardzo trudno jest przebaczać. Nie z tej przyczyny, że trzeba przebaczyć silniejszemu, patrzeć na jego bezkarność i nie pragnąć odwetu. Trudno przebaczyć, bo wtedy trzeba na zawsze rozstać się z przeszłością.
To było wczoraj. Dziś ramię w ramię sadziliśmy tulipany. I głosowaliśmy. A jutro nowy sejm.
Dodaj swój komentarz (15)
24. wrzesień 2005 02:12:00
Spojrzałam na zegar i nie wierzę własnym oczom. Zaczytałam się i trochę mi szumi :-) Pewnie cisza wyborcza. Nie wiem, co zapamiętałam z przedwyborczego zgiełku, chyba jedynie pieśń Korwina: „O podrzynaniu gardeł”.
Było ciepło i miło, i prosto z Warszawy poniosło nas nad rzekę. Spodziewałam się eksplozji jesiennych atrakcji, ale las gdzieś pogubił czerwone barwy. Sześcionożne koronkarki nie czynią większej szkody starzejącym się, gotowym do odlotu liściom. Pewnie cierpią z upału i suszy i wcześniej niż zwykle odchodzą do nowych wcieleń.
Na mnie też już pora (najwyższa). Dobranoc.
Dodaj swój komentarz (8)
20. wrzesień 2005 20:44:00
Z Pl.blogi Fanaberce
Potwór wplątał się w sukienkę
Już chciała
Dać ciała
Lecz poznała Swessie Panienkę
;-)))
Dodaj swój komentarz (19)
19. wrzesień 2005 21:42:00
Upychał w kieszeni opróżnioną reklamówkę, śmiał się i spoglądał na zmianę: wpierw na łabędzia, połykającego łapczywie kawałki chleba, potem na mnie, czy aby poświęcam dość uwagi radosnemu widowisku.
„Tu jest tabliczka, żeby ich nie karmić, to może im zaszkodzić”. Kucnęłam na wyciągnięcie ręki, żeby pokazać, że to, co mówię nie jest przeciw niemu. Chyba znalazłam się za blisko barierki, wody, a może i tego mężczyzny z purpurową twarzą, bo wielki ptak nagle się nastroszył, zasyczał, uniósł skrzydła i ruszył w moją stronę z takim impetem, że ledwie zdążyłam odskoczyć przed dziobem.
„One nie odlatują, są za ciężkie” – rzucił w stronę drzewa, gdzie przysiadłam. Potem odwrócił się plecami i coś jeszcze mówił do łabędzia, ale już nie nawoływał wesoło, raczej cicho uspokajał i zapewniał, a ptak łapczywie połykał rozmoczony chleb.
Dodaj swój komentarz (11)
18. wrzesień 2005 17:27:00
Robal mnie ciągnie do Parku na Mandarynę!!!!!
:-))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
Dodaj swój komentarz (13)
17. wrzesień 2005 23:30:00
Pod koniec lata pojawiają się gryzonie. Próbujemy je płoszyć zakopaną w piwnicy brzęczącą tubą. Te, które źle znoszą wysokie dźwięki - odchodzą. Głuche lub bardziej zdesperowane zjadają paczkę różowych kulek i też znikają na zawsze za dziurawą ścianą z drewna i kolek, nazywanych z miejska igłami (Warszawa) lub szpilkami (Kraków).
Znieśliśmy do komórki kilka ton węgla na zimę, potem siedzieliśmy przez chwilę przy kawie w ogrodzie, w powietrzu tak zimnym i pod niebem tak czerwonym, że zaczęliśmy wspominać wieczorne mrozy, gwałtownie zmieniające podmokłą łąkę w wielkie, różowe lodowisko, a R. narzekał na meliorację i żałował storczyków.
Kołdra już puchowa, ciepła. Znów nie przeczytałam wszystkiego.
Dodaj swój komentarz (11)
17. wrzesień 2005 13:47:00
No i kto mi pomalował niebo?!
Dodaj swój komentarz (11)
13. wrzesień 2005 17:05:00
Wygodna, kilkukilometrowa, ubita droga kończy się w bramie wjazdowej do leśnej szkółki. Dalej już tylko bezdroża: stare świerki i krzywe drzewa liściaste pozbawione większej wartości gospodarczej. Nie widziałam żadnych zabudowań i przeżyłam chwilę paraliżującego, metafizycznego lęku, gdy zobaczyłam Ją, jak znika za zakrętem ledwie zaznaczonej w ściółce „elfiej” ścieżki. Porzuciłam rower i pobiegłam za nią. „Dzień dobry, dzień dobry” wołałam, ale niska postać w chustce na głowie, ręcznie wydzierganym swetrze i rozpiętych z suwaka kozaczkach na krótkich, wykrzywionych starczo nogach oddalała się spiesznie w stronę młodej gęstwiny. „Szczęść Boże” krzyknęłam, a Ona odwróciła się tak gwałtownie i roześmiała tak szeroko, że potknęłam się o korzeń i rozbiłam kolano. „Czy mogę Panią sfotografować?” Wyprostowała się, zamknęła bezzębne usta i lekko przechyliła głowę. Potem obejrzała zdjęcie na podglądzie i poprosiła o powtórkę. „Mam 79 lat, ale wyglądam na 60”. Zaakceptowała trzecie, jako odpowiednie do pokazania światu.
Nie była starą rusałką, a w młodości nie przemierzała lekko leśnych ścieżek w lśniących trzewiczkach i srebrzystej sukni. Tam, gdzie brzezina - uprawiała ziemniaki, za rowem melioracyjnym pasła krowę, a w kępie starych świerków spędziła z synem niejedną noc, gdy Gajowy wypił nie dość dużo, by zapaść w sen i niepamięć o okrucieństwie i niesprawiedliwościach bezdusznego świata. Już dawno go pogrzebała, podobnie jak jedyną sąsiadkę z kolonii, ale ma telewizor i czasem widuje ludzi, gdy przyjeżdżają do pracy w szkółce. Nie lubi chudego, strachliwego psa. Mogłaby jeszcze utrzymać krowę, ale kto tu dziś przyjedzie do lasu po mleko…
Dodaj swój komentarz (19)
08. wrzesień 2005 23:11:00
Musiałam rozpocząć podlewanie altany. Nawet wiekowe winogrona przechodzą kryzys późnego lata. Punktowo podlewane rośliny jakoś się trzymają, ale trawnik zamarł, a bratki marnieją, czekając na rozsadę.
Trzeba było być artystą, żeby założyć miasto w miejscu aż tak suchym, gdzie rzeka zamiast przybierać - wraz z biegiem traci wodę, a młode drzewa więdną wśród zmurszałych, porzuconych w lesie fundamentów. Dziwaczne, drewniane „świdermajery” nie przeżyły stu lat, podobnie jak kaszląca sucho dziewczyna, dla której powstało to wszystko. Gdy przestała przyjeżdżać, eteryczny sosnowy las przegrał konkurencję z ogrodami Paryża i trawnikami Londynu, ale na niektórych powstałych tam sztychach droga do Soplicowa wydaje się znajomo piaszczysta, a pobocza i obszerne, zaniedbane podwórza porośnięte są kępami sucholubnych, „miejscowych” krzaczorów i zarośli.
Jutro Iwcia zawiezie mnie do Taty. Może pozwoli mi poprowadzić…
;-)
Dodaj swój komentarz (14)
06. wrzesień 2005 23:02:00
Wszystkie trzmiele, które o tej porze roku zbierają ostatni miód z tawuły są samicami o pękatych odwłokach wypełnionych tłuszczem i setkami zapłodnionych jaj. Wkrótce zasiedlą opuszczone mysie nory. Niektóre zachowają do wiosny status dzikich lokatorów, założą kolonię i wykarmią larwy. Bardziej pechowe na przednówku staną się zapasem w spiżarni powracających prawowitych właścicieli.
Omijają ogórecznika, który jest tu obcy, gubi zaczepne liście, brzydko pachnie, a jego śmieszne, włochate kulki marszczą się i wiotczeją, i tylko patrzeć jak zaczną grzechotać, wystawione na jesienny wiatr.
;-)))
Dodaj swój komentarz (13)
05. wrzesień 2005 23:39:00
Zaschnięte miasto zszarzało od kurzu, a rower grzązł w koleinach piaszczystych ulic.
Rozbawił mnie kotek Iwci, a kawa z nowego kubka dodała sił, więc zawinęłam spodnie do kolan i zeszłam po urwisku do płytkiej rzeki. We wrześniu już nie ma ludzi nad wodą. Cienie są długie i zakrywają nurt, ale rzeka, choć zacieniona i wybarwiona jesiennie, pozostaje ciepła, roziskrzona i pachnąca świeżością.
Przez trzy godziny taplałam się z aparatem po bezludnych mieliznach, fotografując wszystko, co podtopione, zwalone, podziurawione, zbrązowiałe i kolczaste.
Z setki barwnych, pospolitych zdjęć wybrałam najmniej jesienne: Parę Wiosennych Desperatów Niepoprawnych Optymistów.
Dobranoc :-)
Dodaj swój komentarz (10)
04. wrzesień 2005 09:33:00
pozostaw mi Boże
tylko TAK lub NIE
zabierz mi BYĆ MOŻE
Dodaj swój komentarz (9)
03. wrzesień 2005 23:30:00
Internet daje wygodny dostęp do wiedzy, choć wyszukiwanie informacji odpowiednio prostych i atrakcyjnych dla uczniów szkoły podstawowej bywa uciążliwe i żmudne (w przeszukiwaniu zasobów Internetu nie sposób uniknąć metody prób i błędów). Wiedza w formie obrazków czy zdjęć jest atrakcyjna i trwała, jednak zdobyte w ten sposób informacje czasem trudno ze sobą powiązać, osadzić wśród wiadomości już przez ucznia posiadanych, a jednocześnie uformować w fundament wiedzy, która zostanie zdobyta w przyszłości. Dlatego ważne są polemiki między uczniami, dyskusje uczniów z nauczycielem na każdym etapie poszukiwań, co daje zalążek interpretacji. Związki między wiadomościami ujawniają się z trudem podczas prób korzystania z nich, w trakcie tworzenia prezentacji, co również musi zachodzić pod okiem i przy znacznej ingerencji ......
Dodaj swój komentarz (6)
01. wrzesień 2005 12:02:00
A marzy mi się – powiem Wam szczerze,
że ruszam w Polskę jak Gang na rowerze
Major na Zbyszku szybszy od hondy,
z wolna, przez jęczmień, na Dance – Andy
(może na damce – mogę nie mieć racji
z braku fotograficznej dokumentacji)
Koniec rozpusty Bracia Rodacy!
Fanaberia do kompa! Pisać plan pracy!
Dodaj swój komentarz (13)
