Jesteś w kategorii "lato na wsi"
Lala
09. wrzesień 2009 00:07:00
Świt, poniedziałek. Mam wolne poniedziałki. Balkon. Nad lasem rozdrapanym przez miastowych grzybiarzy stoi słońce. Nad rowem rower. Nad rowerem Staniek. Pod płotem Lala – patrzy na mnie.
- Do nogi – woła Staniek, ale Lala nie słucha, tylko się kuli i czołga w trawie. Staniek macha ręką i odchodzi w stronę domu.
Jest panem Lali. Wziął wiosną szczeniaka i butelkę piwa na dokładkę. Latem jest robota, więc w dzień robi u ludzi za talerz zupy i szklanę mocnej wiśni. Nocą trzeźwieje. Tymczasem nocą Lala się szlaja po wsi z kundlami i wylizuje świńskie koryta. A w dzień pilnuje. Ale wystarczy że krzyknę: „Lala!”, a pędzi przez szosę, pod płot, do miski.

Jest wtorek. Lala się boi Taty. I musi się przyzwyczaić do psich chrupek z worka.
A ja miałam sześć lekcji i pierwsze kółko taneczne. Dużo chętnych, strasznie ciasno na sali gimnastycznej. Muszę poszukać wolniejszej muzyki, bo za dużo piją. ;)
.
Dodaj swój komentarz (2)
09. wrzesień 2009 00:07:00
Świt, poniedziałek. Mam wolne poniedziałki. Balkon. Nad lasem rozdrapanym przez miastowych grzybiarzy stoi słońce. Nad rowem rower. Nad rowerem Staniek. Pod płotem Lala – patrzy na mnie.
- Do nogi – woła Staniek, ale Lala nie słucha, tylko się kuli i czołga w trawie. Staniek macha ręką i odchodzi w stronę domu.
Jest panem Lali. Wziął wiosną szczeniaka i butelkę piwa na dokładkę. Latem jest robota, więc w dzień robi u ludzi za talerz zupy i szklanę mocnej wiśni. Nocą trzeźwieje. Tymczasem nocą Lala się szlaja po wsi z kundlami i wylizuje świńskie koryta. A w dzień pilnuje. Ale wystarczy że krzyknę: „Lala!”, a pędzi przez szosę, pod płot, do miski.

Jest wtorek. Lala się boi Taty. I musi się przyzwyczaić do psich chrupek z worka.
A ja miałam sześć lekcji i pierwsze kółko taneczne. Dużo chętnych, strasznie ciasno na sali gimnastycznej. Muszę poszukać wolniejszej muzyki, bo za dużo piją. ;)
.
Dodaj swój komentarz (2)
Z cyklu: Lato na wsi. Arka.
27. lipiec 2009 08:11:00
Budzi mnie zgrzyt hamulców. Młode bociany robią zamieszanie na szosie, po czym z szumem skrzydeł lądują mi nad głową. Syczą na siebie i klekoczą. Jeden z nich stąpa chwiejnie po krawędzi dachu w stronę balkonu i zapuszcza żurawia.
Wysyłam do Apolla ostrzegawczego maila: mój letni pokój na wsi jest równocześnie oficjalnym biurem jego firmy. Potem biorę szczotki, puszki, pędzle i idę malować ogrodzenie.
A wy śpijcie spokojnie, moje samolubne geny*, w chruście hemoglobin, butwiejących hamakach helis. Płyną młode arki i przybędą kolejne. Podróż w nieskończoność trwa. Ktoś czuwa.
Dodaj swój komentarz (0)
27. lipiec 2009 08:11:00
Budzi mnie zgrzyt hamulców. Młode bociany robią zamieszanie na szosie, po czym z szumem skrzydeł lądują mi nad głową. Syczą na siebie i klekoczą. Jeden z nich stąpa chwiejnie po krawędzi dachu w stronę balkonu i zapuszcza żurawia.
Wysyłam do Apolla ostrzegawczego maila: mój letni pokój na wsi jest równocześnie oficjalnym biurem jego firmy. Potem biorę szczotki, puszki, pędzle i idę malować ogrodzenie.
A wy śpijcie spokojnie, moje samolubne geny*, w chruście hemoglobin, butwiejących hamakach helis. Płyną młode arki i przybędą kolejne. Podróż w nieskończoność trwa. Ktoś czuwa.
Dodaj swój komentarz (0)
Z cyklu: Lato na wsi. Krzyk.
18. lipiec 2009 11:18:00
Świt, czwarta trzydzieści. Budzą się żurawie, a każdy ich krzyk jest linką, ostrą żyłką, która drąży powietrze i patroluje wieś. Jestem bezpieczna, szczelna - przyjęłam szczepionkę, ale dla pewności otulam się szlafrokiem i podciągam chronione papuciami stopy. Wystarczy pęknięcie, odcisk, martwy płatek naskórka, a nić zahaczy się, szarpnie i ściągnie mnie z balkonu.
A może zejść i odsłonić skórę. Pozwolić się prowadzić labiryntem pól, rozgarniając mgłę, depcząc krwawnik i maki. Dotrzeć do serca tych mokradeł, gdzie wielki ptak założył swoje gniazdo. Może zobaczyć pisklę i śmiertelnie wystraszyć. Może wrócić.
Dodaj swój komentarz (0)
18. lipiec 2009 11:18:00
Świt, czwarta trzydzieści. Budzą się żurawie, a każdy ich krzyk jest linką, ostrą żyłką, która drąży powietrze i patroluje wieś. Jestem bezpieczna, szczelna - przyjęłam szczepionkę, ale dla pewności otulam się szlafrokiem i podciągam chronione papuciami stopy. Wystarczy pęknięcie, odcisk, martwy płatek naskórka, a nić zahaczy się, szarpnie i ściągnie mnie z balkonu.
A może zejść i odsłonić skórę. Pozwolić się prowadzić labiryntem pól, rozgarniając mgłę, depcząc krwawnik i maki. Dotrzeć do serca tych mokradeł, gdzie wielki ptak założył swoje gniazdo. Może zobaczyć pisklę i śmiertelnie wystraszyć. Może wrócić.
Dodaj swój komentarz (0)
Z cyklu: Lato na wsi. Kosa.
06. lipiec 2009 12:39:00
Po deszczu życie pleni się, wije, plącze - więc od rana chodzę z kosą, ale to Tata próbuje uśmiercić koguta. Wszystko gotowe: żywiczny pień i topór. Tylko kogut, nieświadomy popełnianej zbrodni nieprzydatności, ma u nasady kupra gospodarską sprawiedliwość. Dotychczasowe próby ujęcia go (jak na westernie - strzałem w głowę z wiatrówki; jak na zabawie w remizie strażackiej - sztachetą przez łeb) zawiodły. Kogut pieje triumfalnie na całe podwórze a Tata z koszem wędruje w stronę lasu. Zamiast rosołu z kury będzie zupa z kurek.
Hm... kto mi naostrzy kosę?
Dodaj swój komentarz (1)
06. lipiec 2009 12:39:00
Po deszczu życie pleni się, wije, plącze - więc od rana chodzę z kosą, ale to Tata próbuje uśmiercić koguta. Wszystko gotowe: żywiczny pień i topór. Tylko kogut, nieświadomy popełnianej zbrodni nieprzydatności, ma u nasady kupra gospodarską sprawiedliwość. Dotychczasowe próby ujęcia go (jak na westernie - strzałem w głowę z wiatrówki; jak na zabawie w remizie strażackiej - sztachetą przez łeb) zawiodły. Kogut pieje triumfalnie na całe podwórze a Tata z koszem wędruje w stronę lasu. Zamiast rosołu z kury będzie zupa z kurek.
Hm... kto mi naostrzy kosę?
Dodaj swój komentarz (1)
Z cyklu: Lato na wsi. Strach.
29. czerwiec 2009 18:29:00
Dodaj swój komentarz (0)
29. czerwiec 2009 18:29:00
Upał. Nad rozgrzanym zbożem zawisają skowronki. Z miedzy zarośniętej krwawnikiem wstaje strach. Chwieje się, kołysze i coraz pewniejszym krokiem zaczyna marsz w moją stronę. Ma ości wbite w spodnie, rudą szczotkę na głowie i ciemną marynarkę, wiszącą jak na kiju i zapiętą krzywo na niewłaściwy guzik. Wydziela zapach mułu, piwnic, mocnej wiśni i obszczanego murku.
-Dzień dobry - mówi.
-Dzień dobry - mówię.
Dodaj swój komentarz (0)
