Napisz do mnie!

ZaGGadaj do mnie!

Archiwum

Jesteś w archiwum mojego bloga - maj 2007

iglaki
30. maj 2007 23:07:00

Trawnik po drugiej stronie ulicy zarósł zielskiem i konwalią, młode cyprysy przyschły i już wiem, że Stary Kazik zachorował ciężej niż poprzednim razem.

 

Kto się urodził - musi umrzeć, ale to za wcześnie, za wcześnie – mówi Pani Halina i człapie dalej w przemoczonych klapkach, niosąc sąsiadom wieść o pogotowiu.  Wiatr próbuje z niej zerwać kwiecistą spódnicę, kiedy ciężko wzdycha i kładzie dłoń na sercu.

 

Potoki wiosennego deszczu płyną środkiem drogi, rozpędzone chmury pochłaniają światło. Donice po cyprysach toczą się przez trawnik, obijają o płot i fundament altany. Jedna pękła i stała się bezużytecznym odpadem. Gdyby Stary Kazik wyzdrowiał – mogłabym o nie poprosić i przesadzić jałowce. Więc życzę mu zdrowia, niech wraca – jak najszybciej.

 



Dodaj swój komentarz (3)

nitki
30. maj 2007 00:41:00

Zarośla w przędzy. Pnącza dzikiego chmielu oklejone topolowym puchem. Pędy zdziczałych róż oplatają dziki bez.

 

Z kępy dzikiej marchwi wyskoczył żylasty zając. Przysiadł na polanie i drapał się leniwie i beztrosko, jakby las był wolny od drapieżników - mnie, mieszkańca lisiej nory, czasu.

 

Został po nim spłowiały kłębuszek.

 

 

 

Pada deszcz, powietrze jest lepkie, gęste od mgły i tęsknoty.

 



Dodaj swój komentarz (4)

iwcia_iwon
27. maj 2007 19:50:00

Najpiękniejsza Panna Młoda

:-)



Dodaj swój komentarz (20)

próba
25. maj 2007 22:41:00

Wszystko gotowe: ogród, dom, tort śmietanowy, opalenizna, tipsy, a nawet nowe plomby w jedynkach - wyproszone u dentysty następczynie tych, które akurat dzisiaj zjadłam z pierogami. Jutro fryzjer, suknie, kościół, wesele w pięknej sali.

 

Iwcia w ciąży pięknieje – jak ja dawno temu. A Harry – na próbę – powiedział do mnie: „mamusiu”.

 

 

PS. 16.30 "i wogule".

:-)



Dodaj swój komentarz (3)

haiku :)
24. maj 2007 10:13:00

Spółka autorska Andy i Fanaberka

piórko na parapecie
dziecięce marzenia
- pan słowik szedł piechotą

skrót 

:)

 



Dodaj swój komentarz (8)

blog
21. maj 2007 22:23:00

Pod koniec drugiej lekcji rozbolał mnie brzuch – inaczej, obco i ostro.  Trwało to do szóstej po południu, po czym wstałam z łóżka – całkowicie zdrowa, tylko trochę zmęczona. Zdaje się że straciłam słoneczny, ciepły dzień.

Wieczór jest szary od dymu i wilgoci.  Jakieś męskie zabawy dzieją się na wydmach: opony piszczą, ryczą silniki i syreny radiowozów.

Uszyłam dwa prześcieradła na łóżka dla weselnych gości. Za chwilę zniknę w jednym z nich.

Dobranoc :-)

 

 



Dodaj swój komentarz (11)

zielona farbka
20. maj 2007 21:54:00

Kiedyś spotkałam w Świdrze krokodyla. Później rzeka wezbrała i sądziłam że odpłynął. Dzisiaj przedarłam się przez bażanci gąszcz i starorzecze, pchana zachodzącym słońcem i jakąś słodką, dziecięcą tęsknotą.

 

On nadal tam jest, choć się zmienił – zszarzał, skurczył i pociemniał. Kąpie się w łagodnym nurcie, pośród bujnych żółtych kwiatków i kęp zielonej, soczystej trawy.

  

Zapuścił wąsiki.

:-)

 



Dodaj swój komentarz (4)

notka z rana jak śmietana
19. maj 2007 07:56:00

Podlałam krzewy i wczorajsze sadzonki, ale jeszcze za wcześnie – za zimno i za mokro na pracę w ogrodzie.

 

Mam opalone ręce, szorstki naskórek, połamane paznokcie. Za kilka dni tipsy i maseczki poprawią wygląd moich dłoni, ale ziemia z pola i ogrodu, wrosła przez lata w zakamarki, jest nieusuwalna jak tatuaż.

 

Nawet lubię takie ręce, zdradzające wiek i przeszłość. To może się zmienić, jeśli zobaczę plamki.

 

 

****

kobieta kładzie rękę na klamce

nasłuchuje

plamki na dłoni mówią wiele

 

 



Dodaj swój komentarz (6)

ogień
17. maj 2007 23:03:00

Mamy tu pożar u wylotu ulicy. Byłam nad rzeką, kiedy usłyszałam straże, a czarna chmura dymu wzniosła się nad miejscem, gdzie stoi nasz dom. Robal dzwonił przytomnie i cierpliwie aż nacisnęłam właściwy przycisk w telefonie.

 

Od kilku godzin płonie drewniany, piętrowy świdermajer, otoczony ciasno przez wozy strażackie i wianuszek gapiów. Dzieci krążą cicho pomiędzy dorosłymi, młodzi się tulą, jakaś staruszka przyniosła składane krzesełko. Jest zimno i prawie wszyscy drżą. Patrzą na ogień, który na zmianę przygasa i wybucha z nową siłą. Podobno niczego nie udało się ocalić, podobno te stare domy już takie są – łatwopalne.

 

 



Dodaj swój komentarz (5)

cieniste gaiki
17. maj 2007 00:16:00

Wronowisko. W górze linia wysokiego napięcia, w dole trójkątna polana ze zgiętą w pałąk wierzbą, okupowaną przez wrony. Pod nogami rdzawy piasek, gruz, odłamki cegieł i betonu. Jakby ktoś kiedyś coś tu zburzył, wgniótł okruchy w wydmę, oklepał, wyrównał, oddał porostom i mchom.

 

Pośrodku niewielkiej kępy drzew kryje się maleńka budowla z czerwonej cegły, otoczona kutym ogrodzeniem. Sprawia wrażenie martwej, porzuconej. Nie prowadzi do niej żadna droga, żadna wydeptana ścieżka.

 

Jednak dzisiaj furtka była uchylona, a za żeliwnym skrzydłem stał mały biały Jezus w czerwonej przepasce, a w pobliżu Maryja, jeszcze mniejsza i niebieska. We wnętrzu, za otwartymi drzwiami ktoś śpiewał, czysto i pogodnie: „Chwalcie łąki umajone, góry, doliny zielone, chwalcie cieniste gaiki, źródła i kręte strumyki.” 

 

 



Dodaj swój komentarz (2)

piszę
14. maj 2007 22:36:00

Curriculum Vitae i list motywacyjny. Znalezienie dodatkowego pół etatu zajęło mi 15 minut. Od września będę bardzo zmęczona.

 

Poza tym tapetuję kibelek. Depresja ma tę dobrą stronę, że nie widzi się całego tego chlewa. A pewnego dnia zauważa się ścianę i włos się jeży.

:-)

 



Dodaj swój komentarz (11)

jutro poniedziałek [haiku]
13. maj 2007 23:42:00

na niebie łopot

światła Wozu i sójka

tutejsza jak my

 

forum

 



Dodaj swój komentarz (4)

pięćdziesiąt
12. maj 2007 22:25:00

Robal ściął długie włosy.

 

- Jest inaczej – mówi i podnosi rękę, jakby chciał odsunąć kosmyk, lepiący się do policzka.

 

Myjemy w słońcu szyby, zmieniamy zasłony. Na ulicy sąsiedzi, przechodzą, coraz starsi. Kroki cichną, ciszej szeleści spódnica.

 

Pomyśleć o czymś innym niż rolety w oknie. A przecież o to chodziło, po to się wracało, żeby domykać, czyścić, zawieszać firanki, naprawiać klamki w drzwiach. Powoli, z czułością, jakby to była miłość.

 

 



Dodaj swój komentarz (3)

krowi pęd
11. maj 2007 22:57:00

moo, moo, moo
from the mist cows
emerge

Muu, muu, muu
Z mgły wychodzą powstają
krowy

(Issa, tłumaczenie :-) Andy 

Miejscowość nazywała się chyba Brzostowo. Pamiętam że świt był bardzo zimny i wilgotny. Wieś nie spała - dzwoniły bańki z mlekiem, trzaskały zamki, drewniane wierzeje uderzały z hukiem o ściany obór.

 

Nagle hałas wzmógł się, jakby stado dzikich bestii, z tupotem i rykiem przypuściło atak na wiejską drogę. To krowy opuszczały zagrody. Wyciągając rogate łby i nawołując, silne i podniecone, wyłaniały się z mgły i zbiegały w dół, w stronę brodu.

 

Nad rzeką stado zastygło. Krowy patrzyły na ołowianą Biebrzę - wyspę z pastwiskami kryła mgła. Stały długo, opuszczone przez gospodarzy, nie poganiane, zdane na siebie. Pomyślałam sobie, że nie zechcą wejść do zimnej wody - a wtedy pierwsza krowa zanurzyła się po szyję, po niej następne i wszystkie, niemal bezgłośnie, jak łodzie podwodne, popłynęły w stronę niewidocznego.

 

 



Dodaj swój komentarz (4)

walka z agresją
10. maj 2007 16:46:00

Dom Dziecka nie jest najlepszym z miejsc, ale czasami tak się zdarza, że przyjdzie jakiś nietypowy Nowy. Dostanie taki jedzenie, spanie, pewny dach nad głową i nagle odkrywa, że można najlepiej w szkole napisać sprawdzian z mapy, dostać rolę księcia w przedstawieniu, piątkę z zachowania, złoty medal na zawodach.

 

***

Spotkanie Trójcy Giertychowskiej z uczniami:

 

Chłopaki z Szóstej: Nowy był z początku kozłem ofiarnym, ale żeby pan widział, jak on gra w piłkę.

Pan z Trójcy Giertychowskiej: Ale on jest starszy, dwa razy nie zdał.

 

I wybuchł granat, bo żaden z chłopaków o tym nie wiedział.

 

 



Dodaj swój komentarz (3)

tymczasem
08. maj 2007 00:32:00

Siedzimy w altanie, a światło z okien rozpuszcza się w mżawce i rozświetla ogród. Kolejny samolot wznosi się nad kępą sosen.

- Pomyśleć, że ktoś nimi lata – mówi R.

 

Najwyższe tuje sięgają dachu. Ukorzeniłam z sadzonek i wyhodowałam od podstaw każdy rosnący tu krzew.

 

Mróz przyszedł nie w porę, nie w porę zakwitły drzewa. Kwiaty kruszą się pod palcami. Pachną gnijącym sianem, którego nie udało się zebrać przed deszczem, chociaż ręce spuchły od grabi i wideł. Podobno gdzieś jakiś ogrodnik popełnił samobójstwo.

 

Tymczasem Apollo ugotował pierogi z grzybami, samodzielnie. O takie:

 

 

 



Dodaj swój komentarz (9)

[haiku] w wordzie pisane spocone macane
06. maj 2007 22:17:00

szmer klawiatury

odcisk kciuka na szklance

pocą się dłonie

 

;-)

 

forum

 

 



Dodaj swój komentarz (4)

wychowanie do życia w rodzinie
05. maj 2007 21:38:00

Jakaś para leżała pośrodku olbrzymiej, pustej plaży. Z rowerem pod pachą zeszłam w ich stronę po piaszczystym zboczu. Gdy to dostrzegli – ich aktywność wzrosła. Byłam tam dla ptaków z wyspy i bażanta w zaroślach, ale od czasu do czasu spoglądałam jak się kołyszą, turlają, poruszają pupami i ćwiczą skomplikowane figury, chyba z jakiegoś filmu edukacyjnego rodem. Byli patyczkowaci i nieapetyczni – chudzi, kanciaści, być może bardzo młodzi. Robili to „na sucho” –  ubrani i zapięci. Czas płynął, słońce zachodziło, a oni nie zmieniali zachowania. Chyba byłam im potrzebna i dałam się wykorzystać.

 

Za to łysol ze skarpy, z maską beemwicy pod tyłkiem, puszką w ręku i tlenioną blondyną u boku, na 99,9% nie potrzebował publiczności.

 



Dodaj swój komentarz (5)

podobno jeżyki zasypiają w locie
03. maj 2007 23:17:00

Niebo w białych obrączkach obłoków. Tyle blasku w rzece. Opadła, odsłaniając wypłukane z dna skarby: zwietrzałe słupy ogrodzeń jak betonowe sarkofagi, z zatartym szyfrem znaków, masywne i nieporuszone, ale – jak wszystko – uległe wobec czasu.

 

 

Leżą spokojnie w niebieskiej, cichej wodzie, jakby chciały zapomnieć o czarnej powodzi, spalonych domach, rozdeptanych ogrodach, oddanych wzgardliwie chwastom i suszy. O tym, co się stało i czego już nie było.

 

Na niebie jeżyk, senny jak marzenie. Pamięć zasypia. Potwory nie śpią. Niestety.

 



Dodaj swój komentarz (0)

pyszczki ryb
02. maj 2007 23:29:00

*

 

Stałam na brzegu w arktycznym powietrzu, a Wisła i niebo były wielkie i różowe. 

 

-Przeczuwam że jesteś, istniejesz – powtarzałam.

 

Słuchały mnie kaczki na piaszczystym cyplu i złoty żuk z pączka dębu, ściętego przez przymrozek. Słońce zaszło, nie było gwiazd ani księżyca. Rzeka drżała. Pyszczki ryb kłuły oleistą powierzchnię zakola. Zaczynało się wielkie, wieczorne żerowanie.

 

Dwa samoloty kołowały nad Warszawą. Zostawiłam mrówkom cierpki ogryzek.

 

Grzejnik szumi i Robal wyśpiewuje w wannie.

 



Dodaj swój komentarz (17)