Jesteś w archiwum mojego bloga - grudzień 2007
Anioł
21. grudzień 2007 00:38:00
Jest prawie Aniołem. Poznaję to, kiedy upada, a raczej nurkuje w metalowym koszu u wejścia do supermarketu, ukazując nierówne wybrzuszenie pod kurtką, na linii łopatek, tam, gdzie Anioły upychają zwinięte skrzydła. Potem zapala zapałkę i osłania dłońmi pulsujący na wietrze żar.
Gniewa się, bo nie wierzy, że nie mam 50 groszy, których mu zabrakło. Gdybym mu je dała - mógłby zająć miejsce w kolejce, obok tekturowego Mikołaja, przed migoczącą lampkami kasą, a wieczór stałby się świąteczny, jak czerwona kartka na butelce.
-Pieprzone FBI – rzuca w moją stronę, kiedy włączam pulsującą lampkę na błotniku roweru.
Uciekam przed jego gniewem pod kaptur kurtki, poza krąg ostatniej latarni, w ciemność, gdzie nie ma prawie nic, tylko strzępki gałęzi trą ciemność i żwir się rozstępuje z chrzęstem pod oponami roweru. Ale droga szybko się wygładza, rozjaśnia i coraz bardziej czerwienieje niebo. Świąteczne lampki na tarasie sąsiadów wirują jak diabelskie koło.
Dodaj swój komentarz (6)
21. grudzień 2007 00:38:00
Jest prawie Aniołem. Poznaję to, kiedy upada, a raczej nurkuje w metalowym koszu u wejścia do supermarketu, ukazując nierówne wybrzuszenie pod kurtką, na linii łopatek, tam, gdzie Anioły upychają zwinięte skrzydła. Potem zapala zapałkę i osłania dłońmi pulsujący na wietrze żar.
Gniewa się, bo nie wierzy, że nie mam 50 groszy, których mu zabrakło. Gdybym mu je dała - mógłby zająć miejsce w kolejce, obok tekturowego Mikołaja, przed migoczącą lampkami kasą, a wieczór stałby się świąteczny, jak czerwona kartka na butelce.
-Pieprzone FBI – rzuca w moją stronę, kiedy włączam pulsującą lampkę na błotniku roweru.
Uciekam przed jego gniewem pod kaptur kurtki, poza krąg ostatniej latarni, w ciemność, gdzie nie ma prawie nic, tylko strzępki gałęzi trą ciemność i żwir się rozstępuje z chrzęstem pod oponami roweru. Ale droga szybko się wygładza, rozjaśnia i coraz bardziej czerwienieje niebo. Świąteczne lampki na tarasie sąsiadów wirują jak diabelskie koło.
Dodaj swój komentarz (6)
pokój zwierzeń
17. grudzień 2007 22:27:00
Coś małego i czarnego maszerowało po kołnierzu mundurka.
- Niemożliwe – pomyślałam.
Dyskretnie chwyciłam to w palce i równie dyskretnie – na dnie szuflady, na białej kartce – nacisnęłam kciukiem (żel frencz;). Zapamiętane z dzieciństwa pyknięcie potwierdziło rozpoznanie: wesz. Zgodnie z regulaminem uruchomiłam odpowiednią "procedurę postępowania w sytuacji zagrożenia".
Tak zamaszyście prałyśmy z Popielatką dywan z pokoju Taty, że odpadły mi trzy tipsy.
A Robal pokazał mi Jolę i wyznał, że wczoraj wysłał na nią esemesa.
Ja się zabiję.
;DD
Dodaj swój komentarz (1)
17. grudzień 2007 22:27:00
Coś małego i czarnego maszerowało po kołnierzu mundurka.
- Niemożliwe – pomyślałam.
Dyskretnie chwyciłam to w palce i równie dyskretnie – na dnie szuflady, na białej kartce – nacisnęłam kciukiem (żel frencz;). Zapamiętane z dzieciństwa pyknięcie potwierdziło rozpoznanie: wesz. Zgodnie z regulaminem uruchomiłam odpowiednią "procedurę postępowania w sytuacji zagrożenia".
Tak zamaszyście prałyśmy z Popielatką dywan z pokoju Taty, że odpadły mi trzy tipsy.
A Robal pokazał mi Jolę i wyznał, że wczoraj wysłał na nią esemesa.
Ja się zabiję.
;DD
Dodaj swój komentarz (1)
w samo południe
13. grudzień 2007 14:00:00
Czekając na ogłoszenie wyroku zauważyłam dwoje ludzi, przytrzymywanych i prowadzonych pospiesznie przez policję, wzdłuż sądowego korytarza. Mieli fioletowe, opuchnięte twarze, wydawali się pijani i agresywni. Mężczyzna spojrzał na mnie i wtedy ich rozpoznałam. To była moja stryjeczna siostra z mężem. Mieszkają w pobliżu. Lata temu, niemal równocześnie urodziłyśmy naszych synów. Przez jakiś czas odwiedzałyśmy się z dziećmi.
A teraz rower i druga praca.
Rano przeżyłam hospitację. Dobrze poszło. Przynajmniej to.
Dodaj swój komentarz (3)
13. grudzień 2007 14:00:00
Czekając na ogłoszenie wyroku zauważyłam dwoje ludzi, przytrzymywanych i prowadzonych pospiesznie przez policję, wzdłuż sądowego korytarza. Mieli fioletowe, opuchnięte twarze, wydawali się pijani i agresywni. Mężczyzna spojrzał na mnie i wtedy ich rozpoznałam. To była moja stryjeczna siostra z mężem. Mieszkają w pobliżu. Lata temu, niemal równocześnie urodziłyśmy naszych synów. Przez jakiś czas odwiedzałyśmy się z dziećmi.
A teraz rower i druga praca.
Rano przeżyłam hospitację. Dobrze poszło. Przynajmniej to.
Dodaj swój komentarz (3)
a ja znowu o wąsach
09. grudzień 2007 00:24:00
Ścieżki są puste, drzewa ciche. Jak daleko są ptaki, które odlatują, bo nie potrafią żywić się okruchami.
Oglądam ślady i wiem, że jest nas więcej nad wezbraną rzeką – ja, wąsaty jaszczur i kilka saren, które musiały ukryć się w pobliżu, bo pobiegły w stronę, gdzie zarośla się kończą, a dalej może być tylko obwodnica i świat, za którym nie gonią.

Dodaj swój komentarz (3)
09. grudzień 2007 00:24:00
Ścieżki są puste, drzewa ciche. Jak daleko są ptaki, które odlatują, bo nie potrafią żywić się okruchami.
Oglądam ślady i wiem, że jest nas więcej nad wezbraną rzeką – ja, wąsaty jaszczur i kilka saren, które musiały ukryć się w pobliżu, bo pobiegły w stronę, gdzie zarośla się kończą, a dalej może być tylko obwodnica i świat, za którym nie gonią.

Dodaj swój komentarz (3)
Proza c
01. grudzień 2007 15:42:00
Popielatka wyjechała. Spędziła kilka godzin za kółkiem, potem nad dokumentami, które mam zabrać na rozprawę i tyle ją widziałam. Wspomniałam w nowej pracy o urlopie bezpłatnym, a prawie nieznajome dziewczyny zaproponowały mi zastępstwo koleżeńskie na lekcjach i dyżurach. Mateła mi założył zimowe opony ;) Jakieś dobre buty muszę sobie kupić.
Dodaj swój komentarz (3)
01. grudzień 2007 15:42:00
Popielatka wyjechała. Spędziła kilka godzin za kółkiem, potem nad dokumentami, które mam zabrać na rozprawę i tyle ją widziałam. Wspomniałam w nowej pracy o urlopie bezpłatnym, a prawie nieznajome dziewczyny zaproponowały mi zastępstwo koleżeńskie na lekcjach i dyżurach. Mateła mi założył zimowe opony ;) Jakieś dobre buty muszę sobie kupić.
Dodaj swój komentarz (3)
