Jesteś w archiwum mojego bloga - październik 2007
31. październik 2007 10:31:00
plac zabaw pusty
pancerz złotego żuka
w piramidzie z liści
Dodaj swój komentarz (3)
30. październik 2007 15:18:00
Nalewam świeżej wody i już po chwili widzę srokę i synogarlicę, jak lądują obok poidełka pod orzechem. Krótkie zawieszenie broni, po dwa szybkie łyki - i wracają do swojej zwykłej nieufności.
A ja do szkoły. Dyskoteka i przedstawienie. Halloween.
Dodaj swój komentarz (1)
28. październik 2007 19:34:00
przepytuję kartki z kurzu
tak i nie porządek rzeczy
nie doświadczam twoich słów
nie dotykam czego nie wiem
nie czytam wiem
mijam tak nie doczytana
Dodaj swój komentarz (0)
27. październik 2007 12:28:00
piszą o mnie na oniecie:
eh, smak sławy... eh...
Dodaj swój komentarz (4)
25. październik 2007 20:11:00
wiatr w klonach
jakiś nosek
pod moją sukienką
;))
Dodaj swój komentarz (1)
21. październik 2007 21:03:00
- Wstawaj, obywatelko, idziemy - budzi mnie Apollo i już wiem, że R. pojechał głosować do Warszawy.
Wprost z lokalu skręcamy w stronę lasu nad rzeką. Mamy plan, ale pozwalamy życiu mieszać w nim i zmieniać. I tak zamiast biegu przełajowego jest kawka u Iwci, zamiast przeprawy wpław przez ujście - wspinaczka przez nasyp mostu na obwodnicy.
Szadź topi się w słońcu, las pachnie grzybami, ale opieramy się pokusie i nie zabieramy podgrzybków ani kani. Mówię „zobacz", a Apollo nadaje nazwy znaleziskom. Kosmiczne grzyby (srebrne psiaki) zataczają kręgi, łofcy móch (sromotniki) ociekają lepką wydzieliną.
Obok ścieżki nora o średnicy dwudziestu centymetrów i głęboka na kilkadziesiąt, całkiem świeża. Apollo twierdzi, że jest opuszczona, ale ja widzę na dnie coś innego niż korzeń. Wkładam rękę z aparatem do środka, po łokieć. Błysk flesza wywabia mieszkanki, zbyt odrętwiałe żeby mścić się i żadlić.

Apollo martwi się, że to niebezpieczne - gniazdo os obok ścieżki, którą chodzą ludzie. Ale ja myślę, że one budują swoje idealne państwa nie wiedząc o naszym istnieniu. Ich oczy nas nie widzą, a inne zmysły nie rozpoznają w nas jedzenia, drapieżców czy kryjówek. Jesteśmy dla nich czwartym wymiarem, bogami - niedostrzegalnymi i tylko czasem, nieoczekiwanie, objawiającymi swoją obecność butem, dymem, ogniem, pestycydem czy inną apokalipsą.
Dodaj swój komentarz (2)
19. październik 2007 20:53:00
Dzwonek za dzwonkiem, długo, napastliwie.
- Kurwa! - Szarpię się z kurtką i butami. Biegnę. Spodziewam się sprzedawców ziemniaków czy wolontariuszy, ale to tylko stara Jaworkowa kuli się u furtki. Ma odkrytą głowę i przemoczone włosy, pachnie wieczornym dymem i smażoną rybą.
- Nie mam światła, może pani mąż coś poradzi.
Ale R. jeszcze nie ma, więc mogę tylko obiecać, że przyjdzie, że na pewno i że najszybciej jak można.
Odprowadzam ją, omijając kałuże nie do przejścia. Ciemne miasto, stada wron, chmury, niebo.

Dodaj swój komentarz (3)
14. październik 2007 21:05:00
Tyle światła, ale to już jesień. Zaczynam myśleć o nieuniknionym, kiedy kulawa, dzika gęś wydostaje się z wody i odchodzi wzdłuż pachnącej mokrym piaskiem plaży.
Owoce dzikiej róży dojrzały i zmiękły. Zrywam kilka garści i robię sobie piknik pod wierzbą, w której kiedyś mieszkał wesołek Rokita. Słońce mnie usypia i zaczynają mi się marzyć jakieś gruszki, czy jabłka. I jeszcze Adam, albo chociaż wąż...

Dodaj swój komentarz (0)
13. październik 2007 21:08:00
Tych dwoje w czerwonym samochodzie. Nic tu po mnie, ale nie odwracam wzroku, nie schodzę z drogi, nie zataczam koła. Przez zaparowaną szybę widzę rozchylone, bujne, białe piersi kobiety. Prawa dłoń pociera czoło, lewa ręka w górze. Jakby się otwierała, ale tylko w połowie. On chyba drobny, chyba zgarbiony, właściwie nie wiem dlaczego go nie zapamiętałam.
Widuję ich czasem i różowe prezerwatywy, które po sobie zostawiają. Od niedawna nie czuję zawstydzenia. Właściwie nie czuję niczego. Ot cudza miłość pod okiem wierzby o wypalonym pniu.

Dodaj swój komentarz (4)
11. październik 2007 19:57:00
rzeka i niebo
w obrączkach obłoków
wolne ptaki

Dodaj swój komentarz (4)
10. październik 2007 18:18:00
skoro jesień zbiera
owoce - to co robi
stokrotka pod wiązem?
forum
_____________
WIĄZ
(Dzie wuszka)
stokroć przywiązała się do drzewa
za szumnie nie nazywać. czasem
trzeba trochę pomilczeć w odcieniach
mały kwiatek który nie wie nawet
jak bolą korzenie kiedy zapadają w głąb
-tak się rośnie kochanie mówi jej
wiąz. to nie tylko dosięganie nieba
trzeba jeszcze żyć w zgodzie z kamieniem
moja stokrotko ból jest niczym
dotykanie serca. zwykle się wyrywa
z palców i ucieka. ale ty mała moja zostań
oboje nie wiemy czy i po tobie nie zostanie
przepaść
Dodaj swój komentarz (6)
10. październik 2007 15:25:00
Pomyślałam, że może już nikt nie odwiedza tego bloga, więc zajrzałam do statystyk. I wszystko jasne.
Wywołania Wyszukiwany ciąg znaków
---------------- ----------------------
19 34.01% Fanaberka
7 12.50% sekx
3 5.36% fajne cizie
3 5.36% wilgotna cipka
2 3.57% fanaberka bloguje
2 3.57% sexy cipki
2 3.57% sexy czterdziestki
1 1.79% chirico
1 1.79% cipa rysunek
1 1.79% czarne cizie
1 1.79% drzewa nad rzek%c4%85
1 1.79% mature nylons young boy
1 1.79% older porn
1 1.79% opowiadania erotyczne matka i syn
1 1.79% opowiadanie erotyczne na wsi
1 1.79% pizda
1 1.79% podgladanie z ukrycia seks
1 1.79% pornus
1 1.79% pyton
1 1.79% ruchane w okresie
1 1.79% ruchaÄ ciociÄ
1 1.79% sex po francuzku
1 1.79% srom o srom
1 1.79% straszyk
1 1.79% www.ruchanie w pracy pl
Dodaj swój komentarz (4)
10. październik 2007 14:52:00
- Pani teraz pracuje z moją wnuczką Kasią - woła za mną Nieznajoma Staruszka. Siedzi w fotelu pod rozgrzaną ścianą i wystawia na słońce chudą jak patyk, fioletową nogę.
- Liż, liż paniusię, dobra sunia - mówi czule do psa i jeszcze niżej zsuwa skarpetkę.
I nagle zaczyna opowiadać, że w Rosji piekło się chleb tak jak u nas, na liściach. A potem do nagrzanego pieca wstawiało się mleko w kamionkowym garnku. Musiało być tłuste, najlepiej z dodatkiem masła i śmietany. Następnego dnia rano było jeszcze ciepłe, gęste, lekko brązowe i „takie że aż aż".
Dodaj swój komentarz (0)
09. październik 2007 22:08:00

rysowała Dzie wuszka :-)
"Wychodząc na powierzchnię trzymaliśmy się za ręce. Ręka to fajna sprawa. Nie angażuje specjalnie osoby, która ją daje, a bardzo uspakaja tę drugą, która ją otrzymuje."
"Po prostu razem" - Gavalda Anna
Dzięki, Kindziorek :-)
Dodaj swój komentarz (2)
08. październik 2007 21:25:00
Ona i on w kolejce do kasy. Są starsi. Starsi. Bawię się tym słowem. Obracają w palcach fiolki z musującymi witaminami, podnoszą do oczu, jakby chcieli sprawdzić, może pokazać, że widzą siebie. Nagle ona patrzy na niego z uwagą, ściąga brwi i zaczynam się domyślać, że spotkali się niedawno, może dopiero teraz, tutaj, obok półki z żółtym melonem, który błyszczy na dnie prawie pustego koszyka. Widzę, jak idą razem przez rozsuwane drzwi w stronę zalanego deszczem przejścia, pełnego znaków ostrzegawczych. Ulica jest okienna, nie ma się jak ukryć, a jednak w chwili, kiedy ruchoma taśma porywa moje zakupy i niesie w stronę kasy - tracę ich z oczu. Ona się pojawia jeszcze na chwilę. Idzie sama w stronę zakrętu, mocując się z kapturem. Deszcz lepi się do szyb niczym twarze pierwszych lokatorów osiedla za zamkniętymi drzwiami. Wychodzę. Myślę o melonie.
Dodaj swój komentarz (0)
04. październik 2007 22:52:00
Boli mnie ucho, lekko, da się wytrzymać. Znalazłam termometr, który nam został po chorobie Paskudy. Chyba za dokładnie umyłam go pod kranem, bo piszczy, ale nie wyświetla i już się nie dowiem, czy to gorączka tak mnie zwaliła z nóg, czy jesień.
Byłam w altanie i patrzyłam na czarne winogrona. Mały satelita sunął po orbicie i mrugał jasno i zwyczajnie, jak gwiazda. Pies sąsiada bębnił łańcuchem w drewnianą podłogę wybiegu. Powietrze pachniało dymem i zimną mgłą.
- Ziąb - mawiał Dziadek, rzucał czapkę na szafkę i roześmiany siadał na zamietce.
W ciemnych oknach czaiły się postacie ze snów. Jeszcze nie wiedziałam, że mam przed sobą przyszłość i przeszłość. Jedno życie.
Dodaj swój komentarz (2)

