Napisz do mnie!

ZaGGadaj do mnie!

Archiwum

Jesteś w archiwum mojego bloga - marzec 2005

z dzienniczków szkolnych
30. marzec 2005 22:08:00

Zwracam się z uprzejmą prośbą o odrobinę wyrozumiałości.
Moje dziecko mimo młodego wieku rozpoczęło już kurację “Bilobilem”, ale na widoczne skutki działania tego leku trzeba poczekać.
Nie potrafię uzyskać logicznego wyjaśnienia okoliczności, w jakich ćwiczenie od matematyki, zamiast w plecaku, znalazło się na biurku w pracowni przyrody pod opieką (mam nadzieję) Pani Kalmus.
Proszę o szansę na poprawę. Z poważaniem.....Tatuś

Nad łąką samotny bocian, chudy i brudny. Żab jeszcze nie widać, ale głód mu nie grozi: nory gryzoni podziurawiły łąkę jak sito.
Rano w oknie sypialni jasne niebo i lecący klucz. Stwierdziliśmy z Robalem, że to pewnie jakieś ptaki.

Dużo pracy, dwa nowe zadania, ale to dopiero jutro, dziś już tylko ogórkowa na żeberkach na jutrzejszy wczesny obiad dla menów i słodka chwila lenistwa, i wolności przed zaśnięciem.

 



Dodaj swój komentarz (6)

małżeństwo z wieloletnim stażem wiosennym
30. marzec 2005 00:32:00

a ja w tej chmurze
co robię ? się chmurzę
a Robal w pościeli
w bieliźnie się bieli
a ja na tym wietrze
co robię? się wietrzę
tulipan wtulony w żonkila dla żony
cielisty jak ciało* (kształt też przesadzony)
Robal spięty wystawia pięty

a ja? wciąż z kubkiem mięty

*w pierwszej wersji było: cielisty jak cielak

 



Dodaj swój komentarz (11)

mój syn polityk
28. marzec 2005 23:32:00

Apollo: Mamo, co to za wampiry?

Ja: Żurawie.

Apollo: Powiedz im, żeby się uciszyły, nie mogę spokojnie kontemplować przyrody. A te trzy ćwiry nad polem?

Ja: Skowronki.

Apollo: Żebym tak miał dubeltówkę. Sfotografuj tego żuczka, to go zaraz wezmę pod podeszwę.

Ja: Pietrek, synu, spójrz na mnie, ty tak na poważnie?

Apollo: Dlaczego wszyscy zawsze mi wierzą, gdy zaczynam pleść takie bzdury. Chyba byłbym dobrym politykiem.

 

Iwcia wymiękła na podmokłej łące, ale Apollo dwa dni z rzędu taplał się ze mną po zagajnikach i ugorach. Na zdjęciu pędzel golibrody.

 



Dodaj swój komentarz (19)

jesteś ojcem wszystkiego co urodziłam
23. marzec 2005 13:01:00

 

Świetnie pamiętam ciepłe, mocne słońce, w którym dwa lata temu fotografowałam własnoręcznie wyskrobane pisanki (na zdjęciu). A przed rokiem, na Wielkanoc, w podmokłym zagajniku znalazłyśmy z Iwcią czerwone grzyby.

Kto wie, co przyniosą tegoroczne Święta. Czego mogę Wam życzyć. Kochajmy i czujmy się kochani, zdrowi, bezpieczni. Wesołych Świąt.

 



Dodaj swój komentarz (22)

epidemia
22. marzec 2005 20:19:00

Nie ma połowy uczniów, a wielu z gorączką zostało zabranych z lekcji przez rodziców. I pyskówka na rekolekcje. Fakt, były roztopy, przemoczone buty, spodnie mokre do kolan, po dwie obowiązkowe godziny w lodowato zimnym kościele. Nie ten adres: marzłam jak wszyscy, nie chcę słuchać żali.

R. wrócił roześmiany, z nosem opalonym w koślawe piegi. Ja też suszę buty i smaruję twarz kremem. Wiosenny zapach jest dziełem pewnych bakterii glebowych, które mnożą się w słonecznym cieple gwałtownie i nieopanowanie, a ich produkty przemiany materii działają na mózgi zwierząt i ludzi, podobnie jak zakochanie, dźwięki natury, wytwory sztuki, czy dotknięcia skóry, uwalniając endorfiny i generując uczucie przyjemności.

Przyjemnie tak pomylić wiosnę z zakochaniem, a ich mieszankę nazwać miłością.

:-)

 



Dodaj swój komentarz (18)

żurawie :-))))
20. marzec 2005 23:55:00

Przyleciały żurawie!! Widziałam dwa w okolicach Mieni, z bliska wydawały się olbrzymie, szukały czegoś (pewnie pożywienia) pośrodku zaoranego, zalanego krzepnącą wodą pola. Zmarzną im kupry!!!!

Powiedziałam: “żurawie” i wszyscy pasażerowie przedziału rzucili się do okna, zrobiło się wesoło i miło, a grubas, który zajmował prawie całe siedzenie – najwyraźniej zły, że się dosiadłam i popsułam mu komfort jazdy – nareszcie się uśmiechnął i posunął.

Apollo mnie wykończył, od kilku godzin pomagam mu ze zdjęciami i Corelem.

Pan od netu obiecuje, ze za dzień lub dwa moja strona z obrazkami odzyska połączenie ze światem.

Spać, spać, spać!



Dodaj swój komentarz (17)

Wieczór Ćwira
18. marzec 2005 12:56:00

To nieprawda, że ta lektura po mnie spłynęła. Wstrząsnęła mną.

Wczoraj grzmiało i błyskało a potoki wody, źle wchłaniane przez zamarzniętą ziemię zalewały dom.

Zaczęłam pogaduszki z moimi mężczyznami o nocnym życiu, uzależnieniach, ciotach i lujach, ale mi tylko zabrali “ Lubiewo”, podstawili pod nos “Pana Tadeusza” : - To czytaj!!!

No to otworzyłam na chybił trafił i zaczęłam czytać na głos:

“... Choć zawsze gotów, choć się Sędziemu sam wpraszał,
Sędzia dotąd, przez winny wzgląd na lata stare,
Odmawiał jego prośbom; dziś przyjął ofiarę
Dla naglącej potrzeby.
                                      Woźny patrzy, czuwa –
Cicho wszędzie – w konopie z wolna ręce wsuwa
I rozchylając gęstwę badylów ...”

Pana Tadeusza też mi zabrali.

A tak na serio, to znów ruszam w podróż, a mogą być problemy: mamy tu małą powódź, niektóre ulice nieprzejezdne, koleżanka mieszkająca u stóp Meranu podobno odcięta od świata, zajmowałam się dzisiaj jej klasą, pobili się pod koniec mszy, diabełki wcielone. 



Dodaj swój komentarz (11)

być zdrowym jak rydz
17. marzec 2005 13:32:00

Kilka lat temu w Klepisku (tym na prawo od szosy) pojawili się młodzi sprzedawcy radioodbiorników. Pogadali wpierw z Sołtysem, przesiedzieli pół dnia w sklepie, zajęli całą pierwszą ławkę podczas pierwszopiątkowego nabożeństwa, a potem całą wiarą, od chałupy do chałupy, kilkakrotnie obeszli wieś. Ich towar nie różnił się niczym szczególnym od brzęczyków oferowanych na ruskim bazarze, a jego znacznie wyższa cena wynikała z drobnego, ale istotnego udoskonalenia. Otóż jedno z pokręteł przyklejone zostało w takiej pozycji, aby odbiornik – niezależnie od obecności w domu niesfornych psów, kotów, czy dzieci – nie stracił zdolności odbierania jedynej słusznej fali: Radia Maryja.

Ciemna ludność, przywykła do telewizji, początkowo stawiała opór, ale nagle porobiło się jakoś tak, że wstyd było nie dokonać zakupu, aby nie być postrzeganym jako czarna owieczka i bezbożnik z piekła rodem. Wraz z pobożnym przekazem przyszło oświecenie. Cała wieś dostrzegła nagle marność ówczesnego proboszcza, straciła wiarę w konieczność konserwacji zabytkowego kościoła i cmentarza, prawie nikt już nie dawał na mszę w miejscowym kościele, ani tradycyjnej składki remontowej. Szeroki strumień datków popłynął na konto coraz mocniej miłowanej Radiostacji, odwzajemniającej się żarliwą modlitwą i jedynie słuszną prawdą objawioną. A jak tylko co zabrzęczało w starych, chudych skarpetach, opasły autokar sunął w stronę Torunia, by zobaczyć, ucałować pierścień i dłoń, wzruszyć, wzmocnić i umocnić. I co krok skarbonka, można było zaoszczędzić na opłacie pocztowej.

W chałupach Klepiska Radio wciąż gra. Piszę w czasie przeszłym, bo moi zmanipulowani Krewni już odeszli jedyną słuszną, sowicie opłaconą, zagwarantowaną przez Ojca drogą do nieba.

A niedocent profesor doktor medycyny Trojan gwarantował życie. Szesnaście tysięcy od łebka. (Handlarz nadziei. Biznes na raku)

Miał zdaje się mniej szczęścia do dziennikarzy.

 



Dodaj swój komentarz (5)

rekolekcje
16. marzec 2005 13:21:00

Zamiast lekcji rekolekcje. Nie jest źle, zajęcia w kościele podlegają ewolucji, nabierają atrakcyjności: są śpiewy i tańce, scenki, modlitwy tyle, żeby się nie przemęczyć. Rozpoczęliśmy budowę niebolotu, fajny pomysł, zastanawiam się tylko, czego się dzisiaj nauczyłam... acha, przyszliśmy za wcześnie i siostra przypomniała nam historię, z której wynikało, że krzyż, który dźwigamy może posłużyć jako most nad przepaścią. Praca domowa – dowiedzieć się, jak jest po angielsku śrubokręt.

Tylko szkoda, że aż tak zimno, kościół nie ogrzewany, buty przemoczone, po wyjściu trzęśliśmy się wszyscy jak trzęślice. Jutro ponownie dwie godziny w kościele, a w piątej  msza.

Próbuję trochę poblogować, ale z tym Internetem nie da rady.

Może ryba w cieście naleśnikowym?



Dodaj swój komentarz (10)

potrzeby rosną w miarę czyli więcej dioptrii
15. marzec 2005 22:56:00

Nie chciało mi się zabierać za Lubiewo, dopóki w DF nie przeczytałam wywiadu z autorem. Chyba się bałam, że mnie przygniecie, w słowach “stare cioty” dopatrując się – w najlepszym wypadku – dezaprobaty, chęci wyśmiania, może ironii, cynizmu.. Tymczasem z przyjemnością czytam barwną literaturę, gdzie raczej dystans, obserwacja “łaskawym okiem”, chęć uznania, zabawa zachowaniami, które kiedyś, na początku, powstały “na serio”, z czasem, w naturalny sposób, jakby z wiekiem, stały się zabawne (nie śmieszne). Świat ciot chce się bawić, jest nastawiony pozytywnie, aprobujący, używa różowych okularów. Forma chyba przerasta treść, nie brakuje tu ekstrawagancji, przekraczania granic, sztuczności, manieryzmów, teatralnych sposobów zachowania się, przerysowania cech płci (nie biologicznej – gender).

Zdziwiła mnie wzajemna seksualna niechęć ciot, ograniczenie ich zainteresowań wyłącznie do heteryków. Może gender i orientacja seksualna są nabywane jako jedno, może identyfikując się z jedną płcią, automatycznie, heteroseksualnie ukierunkowujemy się na płeć przeciwną. Sporo pytań, czyli tak jak lubię :-)

No dobra ta książka. Jakoś mnie ten brud nie okleja. Jestem dopiero na stronie 113, ciąg dalszy nastąpi jutro (jeśli wytrzymam). Okulary kurcze.

 



Dodaj swój komentarz (5)

wielkie piece
13. marzec 2005 21:12:00

Wysiadłam na Centralnym o siódmej z minutami (rano). Pociąg - oklejony topniejącym śniegiem - wyglądał jakby wrócił z Magnitogorska. Potem autobus, zawiana droga do domu. Szybko, z marszu ukręciłam dwa torty (jednego już nie ma, drugi zabieram jutro do pracy). Goście nieliczni, tylko ci, którzy przed laty przełknęli fanaberię, że w naszym domu się imprezuje bez wódy i fajek. Niezawodny Wujek i kochana, dobra, krucha, starzejąca się Ciocia. Nie rozumie o co chodzi sąsiadom, jest oburzona i jest jej przykro... chyba nikt jej nie powiedział o nazwiskach na liście.

Odpoczywam. W kuchni zmywarka, w wannie Robal, w łóżku Leonardo, okulary chyba z dwieście kilometrów na wschód od Warszawy. Ufffff.

Jutro ciężki dzień.

 



Dodaj swój komentarz (9)

Bez tytułu
12. marzec 2005 08:53:00

Przydał mi się wczoraj zdrowy organizm, wytrenowany przez dnie i noce biegania po krzakach, wypoczęty przez lata abstynencji, kiedy to mi się zdawało, że jestem w stanie być trzeźwa za dwoje.

 

Śliwki chrupiące i soczyste, mocne, niebo w gębie. Niezła rozgrzewka po kilkugodzinnym marszu przez rozgnieciony, rozmemłany śnieg i podróży niedogrzanym, przeładowanym pociągiem. Na zakąskę jeden śledź. I jakieś mięso z mikrofali wielkości kciuka. Surówka z papryki, cykorii, ogórka i czegoś czarnego, smacznego.

Spotkanie po 25 latach i zakrapiane pogaduchy prawie do rana. Nie o małżonkach, dzieciach, pracy, ale o szkole, maturze, studiach, zagrożeniach pierwszego roku, bólach awansu społecznego, nostalgii za życiem z dala od szosy.

 

A dziś? Wspomnienie mile spędzonego czasu, wesołej zabawy, sympatii i życzliwości podkręconej alkoholem, załatwionego „interesu”.

 

Teraz się napiję wody i wrócę do łóżka, niech mi te śliwki trochę wymiękną, zanim na nowo ruszę do boju. Dają film o norweskich fiordach, pewnie stąd te zawroty głowy ;-)

Odludek jestem i tyle.

 

 



Dodaj swój komentarz (6)

latka lecą, czyli znów się kładziemy spać po północy
10. marzec 2005 00:11:00

Podobno na wyspach drzewa w pąkach i mogłabym zrobić wiosenne zdjęcia, ale jestem tutaj. A tutaj zamarznięte koleiny i trudne do przebycia doły na ulicach, których nikt nie odśnieża. Drzewa czarne jak miotły i nie ma małych ptaków, tylko olbrzymie, czarne stada, rozkrakane i pewnie głodne.

Dokładnie przed rokiem, po raz pierwszy w życiu poczułam, co to znaczy być na haju. A dwa miesięce później po raz drugi. Fajnie było: pewność siebie, błyskotliwość i dowcip (tak mi się wtedy wydawało), beztroska i żadnego bólu. Pacjentka z sąsiedniego łóżka jakiś czas temu umarła, była w moim wieku, rozmawiałyśmy często i wesoło, zaskakująco dokładnie pamiętam jej twarz.

R. po raz trzeci myje zęby :-)))) – jutro dentysta. Przez wszystkie te lata zachował lśniąco biały uśmiech.

Zmieniłam wodę w wazonie z różą.

Dobranoc.



Dodaj swój komentarz (22)

a wszystko przez to, że mój internet cyt.: "_nadal_kupa_"
07. marzec 2005 21:10:00

Chciałam napisać że biało, wiało, zasypało, ale hauser już, “kurde”, machnął.

 



Dodaj swój komentarz (13)

prawda czy fałsz?
05. marzec 2005 16:01:00

Spotykamy cichego człowieka, skrzywdzonego przez los, zaniedbywanego przez najbliższych. Sprawia wrażenie samotnego i opuszczonego. To spotkanie budzi naturalne, normalne emocje i uczucia: litości, może współczucia, sympatii, złości na jego opiekunów i na całe to porąbane, niewrażliwe, egoistyczne społeczeństwo. Wchodzimy z nim w kontakt, zaczynamy rozmowę – jest OK. Tylko co dalej? Oooo!. Od tego momentu możemy zacząć się nakręcać, badać go, uczyć, troszczyć o jego samopoczucie… czerpać z jego radości i ożywienia… Czy możemy mieć pewność, że w tym momencie postrzegamy go całościowo, w sensie duchowym i psychologicznym, jako człowieka w określonym wieku, który być może nigdy wcześniej nie wzbudził aż takiego zainteresowania u kogokolwiek? Czy zdajemy sobie sprawę ze wszystkich jego uczuć w momencie, kiedy tak koło niego skaczemy? A jak będzie się czuł, gdy przestaniemy to robić? Obchodzi nas to? Myślimy o tym?

 

A może rachunek zysków i strat jest na naszą korzyść, może więcej dostajemy, niż dajemy?. Takie spotkanie, to wspaniała okazja, żeby pokazać światu i sobie, że jesteśmy inni, wrażliwsi, lepsi, mądrzejsi. To niezły sposób dowartościowania się: wciśnięcie świata w brudną, czarną ramkę i przeciwstawienie mu naszej czystości i bieli. Można to robić, proszę bardzo, ale nie wplątujmy w to i nie wykorzystujmy osób trzecich.

 

Czy to do końca odpowiedzialne? Nie „przytula się” lekkomyślnie ludzi w jakimkolwiek wieku, zwłaszcza tych “po przejściach”, odrzuconych, niekochanych, samotnych. Zwykły gest, słowo, mogą być przez nich odczytane “na wyrost”, jako wyraz uczuć, które nie istnieją, jako obietnica, której nie jesteśmy w stanie, nie chcemy i nie zamierzamy dotrzymać.

 

Kontakty z osobami obcymi, potrzebującymi pomocy wymagają zachowania szczególnej rozwagi, najlepiej popartej doświadczeniem i wiedzą, aby do oswojonego przez lata uczucia samotności nie dołączył dramat osoby porzuconej.

 

 

 



Dodaj swój komentarz (12)

loteria czyli zapisze się czy się nie zapisze
04. marzec 2005 08:23:00

Trzy godziny od pobudki. Robal zadbał o moje ciepło słowem, gestem, uczynkiem i rozpalonym piecem. Umyłam włosy i coś tam sobie dłubię przy makijażu. Przede mną praca do trzeciej, potem podróż pociągami, późno-wieczorna wizyta u pani stomatolog i nocne szaleństwa z popielatką (może dadzą coś fajnego w Radiu Maryja).

Niespodziewanie udało mi się zalogować do blogowiska. Awaria i przerywany, szczątkowy net uniemożliwiają mi odebranie poczty, chyba nie może się pobrać jakaś duża przesyłka. Wszystkich, którzy być może do mnie napisali przepraszam za milczenie. Nie mogę się dostać do poniedziałkowego wywiadu ze Środą (a to już piątek), z trudem (ale i przyjemnością) zajrzałam na kilka znajomych blogów .i trochę mnie korci, żeby wygarnąć takiemu jednemu ulubionemu narcyzowi.

Iwcia w Krakowie, uczy się profesjonalnej reanimacji. Zabrała mój aparat, może zrobi sobie zdjęcia z jakimś Krakusem, Lajkonikiem, Smokiem, albo chociaż Wawelem.

Czas do pracy, może uda mi się zapisać :-)

 



Dodaj swój komentarz (10)

moja łąka
01. marzec 2005 07:13:00

Mało śniegu, ale fajna zima, mroźna.

Wróciłam, koniec sentymentów, do pracy!

 



Dodaj swój komentarz (13)